I
Jestem tylko jedną spadającą gwiazdką pośród wielu, dlaczego miałabym dla kogoś znaczyć coś więcej?
Kolejny dzień i kolejna wyprawa do szkoły, nie spodziewałam się aby cokolwiek się zmieniło od dnia wczorajszego, przedwczorajszego i tak dalej i dalej. Jedynie w mojej pamieci mogłam wracać do czasów w których cokolwiek dla kogoś znaczyłam. Kiedy mogłam liczyć na wsparcie i towarzystwo. Obecnie zostałam sama... ilekroć zerkam na nadgarstek, mam ochotę zerwać ten cholerny kwiatek i zapomnieć, ale ja nie jestem Kaisa, ja nie zapominam o obietnicy, była moją przyjaciółką, dla mnie mogłaby być dalej, ale czy w drugą strone działa to tak samo? Wątpię.. nie mam za złe tego Ahri czy Lux, one nie zrobiły mi nic złego, to moja przyjaciółka podjęła decyzje i mnie zostawiła.
Niechętnie wstałam z łóżka, nie chciałam, ale musiałam iść do szkoły. Nie chciałam robić dodatkowych problemów niż to co mam. Naprawdę miałam już dość tego wszystkiego, a w szczególności wizyt u pani dyrektor... co chwile o coś mnie prosiła, to już było męczące. Nie byłam przykładną uczennicą, nie byłam również przykładną czarodziejką, miałam to coraz bardziej gdzieś. To przez pierwszą gwiazdkę straciłam Kaise, to ona była temu winna... przygotowałam się na dzisiejsze zajęcie i ruszyłam do szkoły. Nie miałam za daleko na szczęście, w razie czego będę mogła szybciej wrócić do domu. Szybciej zamknę się w pokoju z nadzieją iż nikt nic nie będzie ode mnie chciał ani nie będą mnie dręczyć koszmary jak uda mi się zasnąć, byłam już wymęczona... a nie miałam do kogo się z tym zwrócić. Czasem rozmawiałam z Xayahą, ale ona również cierpiała, nie mogłam jej dokładać. Płakała za miłością swojego życia, nie mogłam tak po prostu zarzucać ją swoją stratą. Czasem siedziałyśmy we dwie w ciszy, to też byłą forma terapii dla jednej i drugiej. Nie odzywałyśmy się jak jedna płakała, podawaliśmy sobie nawzajem chusteczki, siedziałyśmy obok, ale nic więcej. Coś takiego dawało nie raz więcej niż pusta rozmowa z oklepanymi słowa, będzie dobrze, będzie lepiej.
Będąc w szkole usiadłam od razu w swojej ławce, instynktownie zerknęłam na miejsce w którym siedziała Kaisa, nie było jej. Tak doskonała uczennica odpuszczała coraz więcej lekcji, pewnie biegała za liskiem albo drugą kujonką, nie ma innej odpowiedzi. Znalazła swoje grono przyjaciół do którego nie było już dla mnie miejsca. Oparłam głowe na dłoni zerkając na nauczyciela, nudna, dłużąca się lekcja przed nami. Drugą ręką otworzyłam zeszyt, chociaż trzeba stwarzać pozory. Wyprostowałam się w momencie w którym do klasy weszła dyrektorka Morgana. Moje ciało zawsze przechodziło dziwne dreszcze, czułam duży niepokój na jej widok, a jeszcze większy kiedy byłam z nią sam na sam. Kiwnęłam głową na dzień dobry gdy nasze oczy się spotkały, nie rozumiałam co ode mnie chciała, ale ewidentnie interesowała się moją osobą bardziej niż jakimkolwiek innym uczniem. Przetknęłam nerwowo ślinę, ona dalej się na mnie patrzyła. Mój oddech delikatnie przyspieszył, nie wiem jak długo będę w stanie to znosić.
Dzisiejszego dnia do Waszej klasy dołączy nowy uczeń – odparła dyrektorka – Mam nadzieje, że przyjmiecie go z otwartymi ramionami i szybko się dogadacie – kontynuowała.
Nigdy nie było sytuacji aby w środku roku dochodził uczeń, to było nierealne, nasza szkołą była zbyt elitarna aby kogoś od tak przyjmować. To nam nie raz było ciężko się utrzymać, a tutaj nowy uczeń. Tak po prostu...
Akali – Morgana skupiła na niej wzrok ponownie – Będziesz tak miła i zaopiekujesz się nim?
Eeee – zawiesiłam się – tak, tak zaopiekuje się – nawet jak chciałam powiedzieć nie to nie byłam w stanie. Ona tak na mnie działała. Nie umiałam się jej sprzeciwić.
Świetnie – dyrektorka podeszłą do drzwi i je otworzyła, wpuściła do klasy chłopaka – Kayn, usiądź obok tej dziewczyny w kitce. To Akali. Będzie się Tobą zajmować przez najbliższy tydzień.
Nie potrzebuje niani – westchnął i z rękami w kieszeniach pokierował się ku ławce, zajął wyznaczone miejsce nawet nie patrząc na dziewczynę.
Nie sprawiaj kłopotów – rzuciła do niego – To tyle na dzisiaj, nie mam nic więcej do przekazania – spojrzała na nauczycielkę – Coś nie tak panno Janno? Pobladła pani bardzo.
Wszystko w porządku – odpowiedziała krótko.
Janna była naszą wychowawczynią oraz nauczycielką astrologii, widocznie sama nie wiedziała nic na temat nowego ucznia w klasie więc tym bardziej to było podejrzane. A co do niego samego... widziałam jak niektóre dziewczyny zareagowały, szykował się klasowy bad boy którego każda będzie chciała. I oczywiście to ja będę ta zła bo będę z nim spędzać najwięcej czasu. Kayn... jeśli dobrze zapamiętałam, długi warkocz, wystające tatuaże, on nie pasował do naszej szkoły. Musiał zostać zmuszony aby tutaj uczęszczać. Spojrzałam na niego zmuszając się sama do uśmiechu, nie odpowiedział mi tym samym. Wyglądał na wkurzonego, nie stresowała go obecna sytuacja. Widocznie często zmieniał szkoły więc za długo nie będziemy się z nim użerać. Po dzwonku spakowałam zeszyt i znów na niego spojrzałam.
Pokazała Ci chociaż szkolę? - zapytałam chcąc nawiązać z nim jakiś kontakt.
Pokażesz mi gdzie mogę zapalić? - zapytał od razu
Ou... - a więc to taki gagadek – Jasne – zaprowadzę go tam gdzie spędzam przerwy. I tak siedzę sama.
Kayn podniósł się bez słowa z krzesła i czekał na mnie. Ruszyłam zaraz do wyjścia z klasy, całą drogę milczał, ja również. Unikałam wzroku innych. To musiało wyglądać komicznie, sama byłam znana z bycia tą bardziej niegrzeczną, ale przy nim wychodziłam jak grzeczny kotek. I to po samym wyglądzie! Zaprowadziłam go na tył szkoły, do miejsca do którego nie przychodzą nawet nauczyciele. Niegdyś siedziałam tutaj z Kaisą... obecnie sama. No teraz już z nim. Chłopak oparł się o ścianę, z kieszeni wyciągnął fajki.
Palisz? - po raz pierwszy na nią spojrzał,
Mogę – i znów... znów nie umiałam odmówić, czułam od niego taki sam niepokój jak przy Morganie. Chociaż z drugiej strony sama paliłam od czasu do czasu. Chwyciłam papierosa z paczki. Zapalniczkę miałam już swoją.
Ooo widzę niegrzeczna się trafiła – zaśmiał się po czym wsunął fajkę między wargi i odpalił od razu się zaciągając – nareszcie...
Dlaczego tutaj trafiłeś? - oparłam się obok niego, trzeba przyznać... ten jego śmiech był ciekawy... ciary przeszły mi po ciele.
Ciotka kazała mi tutaj iść – wzruszył ramionami – więc jestem, ale nie bój się maleńka. Nie zamierzam przychodzić za często.
Tak myślałam – chciałabym się kiedyś mylić... wygląd czasem dobrze kieruje. Wygląda na takiego i taki jest.
Idziemy na miasto? Wczoraj przyjechałem – zerknął na nią kątem oka – trzyma Cie coś tutaj dzisiaj?
A lekcje? - zdziwiłam się, dość otwarty się robi w swoich pomysłach.
Wiesz... miałaś się mną opiekować, a jak się rozdzielimy...
Dyrektorka ma na mnie ostatnio jakieś haki, cały czas mi się przygląda – szukałam jakiś wymówek, nie znam go, nie powinnam nigdzie z nim iść.
Morgana? Przecież to moja ciotka... wyjaśnię jak wrócę do domu.
Co? - prawie zakrztusiłam się dymem – Morgana?!
Owszem – nie rozumiał jej zdziwienia – pogadam z nią – wyrzucił niedopałek przed siebie – Nie daj się prosić... Akali tak? No dawaj, zabawimy się na mieście., jutro będziemy siedzieć w budzie.
Dobra... - był piątek także do szkoły wrócimy w poniedziałek dopiero – I tak Akali – dodałam.
Świetnie – oderwał się od ściany – masz torbę ze sobą?
Tak – mój umysł dostał jakiegoś laga, co mu tak zależy? Paręnaście minut wcześnie nawet nie chciał na mnie spojrzeć.
Chłopak jakby niby nic zaczął iść, jego dłonie ponownie trafiły do kieszeni. Skończyłam pośpiesznie fajkę i również ruszyłam, ale już nie za nim, a obok. Wagary dzisiaj to może nie najlepszy pomysł lecz mi również nie chciało się siedzieć w tej szkole. Za dużo rzeczy mnie w niej przytłaczało. Nie czułam się tutaj dobrze, przypominało o wiele za dużo. Ten niepokój przy Kaynie był... tylko zaczynał działać na mnie kojąco, jakby taki plasterek na rany. Szliśmy w ciszy kiedy to niespodziewanie narzucił na mnie swoje ramie i przyciągnął bliżej swojego ciała. Może i bym się wyrwała lecz wtedy moim oczom ukazała się Kaisa wraz ze znajomymi. Patrzyła się na nas, zainteresowała się.
Kayn...?
Ciii oni wyglądają na kapusiów, jeszcze doniosą, ze wychodzimy, trzeba ich zaskoczyć czymś innym – zaśmiał się – znasz ich?
Nie – skłamałam – nie nie znam.
Każde kolejne kłamstwo sprawiało iż staczałam się coraz bardziej, odwróciłam głowę by dłużej nie patrzeć na byłą przyjaciółkę, nie... to już było za wiele. Chciałam się rozerwać i na chwile zapomnieć o problemach, nareszcie ktoś z kim mogę spędzić czas... nawet na wagarach, ktoś z zewnątrz...
Tym lepiej, nie będą wiedzieć z której klasy jesteśmy i tak dalej – Kayn puścił dziewczynę dopiero kiedy miał pewność iż już ich nie widać – Jedna się strasznie patrzyła. Może zazdrościła.
Całkiem możliwe – uśmiechnęłam się fałszywie, Kaisa nie zazdrościła, ona była w szoku. W końcu ja też mogę mieć innych znajomych. Nie muszę biegać za nią skoro tego nie chce.
Jebać babsko – zatrzymał się i rozejrzał – co mi dzisiaj pokażesz?
Bardzo ciekawe miejsca Kayn – miał racje, jebać Kaise, już mi wystarczająco zniszczyła życie, muszę w końcu odżyć.
Przez to wszystko ignorowałam fakt iż zachowanie chłopaka było podejrzane, usilnie próbował mnie odsunąć od szkoły, ledwie chwile ze mną porozmawiał i już chciał uciekać razem, wyglądało to tak jakby od razu chciał być ze mną sam na sam. Nie rozumiałam tego a przez całe zamieszanie przestałam zachowywać się racjonalnie. Powinnam go odepchnąć, powinnam uciekać jak wspomniał o cioci. Powinnam odpuścić polecenie i się sprzeciwić, a nie iść dalej w to bagno. Kaisa być może coś widziała, ale po co będę zaprzątać sobie nią głowę? Zaczęła pierwsza i nie zamierzałam się jej poddawać.
Akali – zwrócił się do niej po chwili – uciekasz mi gdzieś myślami? Nie wystarcza Ci moje towarzystwo?
Wystarcza Kayn – ciekawa byłam czy to była prawda czy nie...
Komentarze
Prześlij komentarz